Babki! jak ja się cieszę, że mogę podesłać wam szamponowego newsa!
W swoim życiu przetestowałam większość szamponów stojących na drogeryjnych półkach.
Twarz piekąca, wrząca, czerwona, płonąca. Znacie to?
Zmieniałam, kupowałam, drogie, tanie, ładne, z reklam, z polecenia...ciągle nie to! Nawet te wielce od hasłem dla alergików, przetestowane dermatologicznie- to wszystko dla mnie było nic nie warte, wręcz kłamstwem.
Ja wiem, że czasy są takie, że makijaż na topie, wiecie, ten perfekcyjny jak lalka Barbie, ten nieskazitelny, ale co mi po takim życiu, w którym nie mogę na siebie patrzeć w lustrze lub nie wyjdę z domu bez makijażu. Pomijając te kwestie wizualne strasznie, ale to strasznie psuło mi to humor. Piekąca twarz skupiała moją uwagę, ciągłe kontrolowanie twarzy, jak mocno jest to widoczne, czy może już schodzi, a może nie jest tak źle, może tylko tak czuje..itd Mocno absorbujący problem, dla kobiet,same wiecie ważny.
Przyszła też pora na Eko kosmetyki, naturalne, organiczne , bez parabenów, do wrażliwej skóry itd. itp. zauważyłam u siebie, że nawet w nich są dwa składniki, które zabijają moją codzienną radość - przepraszam inaczej nazwać tego nie potrafię.
Konkretnie:
Cocamidoprpoyl Beatina - pisują tak:"Popularna substancja myjąca, pianotwórcza stosowana w produktach do mycia twarzy, ciała, włosów, żelach, szamponach. Łagodzi potencjalne działanie drażniące anionowych substancji myjących." Brzmi dobrze nie?
Ja natomiast znalazłam coś ciekawszego: "Ten silny detergent został "uhonorowany" przez Amerykańskie Stowarzyszenie Dermatologów tytułem Alergenu 2004 roku!" co takiego???
Laureth sulfate- Sodium Laureth Sulfate (SLES) to składnik niemal każdego kosmetyku przeznaczonego do mycia twarzy, ciała i włosów. Mówi się, że substancja ta ma bardzo niekorzystny wpływ na naszą skórę.
Mi to wystarczyło. Czytam etykietę-->widzę składniki w/w--->odkładam--->wychodzę. Pewnie myślicie to jak myje włosy?
Ktoś kiedyś powiedział, że kosmetyk wtedy jest dobry kiedy również nadaje się do zjedzenia.
Wziełam sobie to do serca. Całkowicie zrezygnowałam z kupowania kosmetyków sklepach stacjonarnych oraz inetenetowych. Kiedy mamy problemy skórne, a przecie nawet też zdrowotne nie do zniesienia łapiemy się wszystkiego, tego co tanie i bardzo bardzo drogie. Przeszukałam internet wszerz i wzdłuż. Aż w końcu!!
Szampon 100%eko do zrobienia w domu
2 żółtka
1 łyżka miodu
sok z cytryny
trochę brandy/koniaku/rumu ( ja dodaje whisky)
Dziewczyny!! moje życie odwróciło się o 180 stopni. Już nie boję sie jak będe wyglądała z rana czy na ważną okazję. Z makijażem czy bez. Dla mnie to milowy krok życia bez krępującej wysypki.
Co sądzicie? Może macie swoje przepisy na szampony z domowej kuchni, podzielcie się, przetestuję chętnie!
Udostępnijcie linka osobom z podobnymi problemami!

Komentarze
Prześlij komentarz